Ogłoszenie

stat4u Nie wiesz jak zacząć? Wbij tutaj.
Dla nowych/zapominalskich: Posty na gale należy pisać do godziny 16:00 w dzień tejże gali (czyli na Clash w środę). Późniejsze (po 16:00) starania na Backstage/Ring nie będą brane pod uwagę na galę odbywającą się owego dnia.




#1 2013-09-29 20:45:02

 Wizard

http://imageshack.us/a/img819/6817/cs2q.png

34042282
Call me!
Skąd: Jasionka
Zarejestrowany: 2011-10-11
Posty: 302
Punktów :   14 
Od kiedy interesuje się wrestlingiem?: 2009
Ulubiony wrestler: Randy Orton
Data urodzenia: 10.07.1998

Takie tam wiersze "Czarodzieja"

Zacznę od tego, że to są luźno pisane "wiersze" mojego autorstwa. Bardzo chciałbym poznać waszą opinię na ich temat : )



On po pracy znowu wraca do domu
Sprawdza wszystkie zakamarki
tutaj pustki, więc otwiera notatnik
Z myślą o niej powoli przerzuca kartki
nagle opada na ziemie, powróciło wspomnienie
Tamto wydarzenie jego życie zmieniło
lecz nareszcie odnalazł brakujące ogniwo
Nie czekając wsiada w samochód
Przypomina sobie zapach jej włosów
Kilka godzin później jesteś u niej w domu
podchodzisz tam po kryjomu by nie zawadzić nikomu
Strach Cię nie zżera, drzwi ona otwiera
Przez chwile nie wie kim jesteś
pokazujesz jej zdjęcie
Od ostatniego spotkania trochę lat będzie
Rozpoznaje Cię i zaprasza do środka,
Dom jak wasza przedszkolna fotka
Na tym samym stole leży stokrotka
Siadacie, dyskusję zaczynacie
Jednak ty uważasz, by nie zostawić śladu na blacie
Myślisz co mówisz, nie chcesz wspominać o tamtej dacie
Nagle idziesz do łazienki, starasz się nie dotykać nic
dobrze wiesz, że już płonie czarny znicz
Nie wytrzymujesz, wybiegasz z łazienki i mordujesz
Zrobiłeś to tylko przez to co do niej czujesz.
uczucie miłości miesza się z nienawiścią
nienawiścią do samego siebie
Z miłości do niej w głowie Ci się jebie.
Nie wiesz co robisz..
W głowie pojawiają się różne scenariusze
Przypominasz sobie, że ona kochała róże
Idziesz do kuchni, chwytasz czarny worek
Wrzucasz ją do niego i wychodzisz z domu
Niesiesz swą ukochaną do nowego samochodu.
Po drodze sąsiad mu się kłania
Ten z uśmiechem na twarzy zaczyna rozmawiać
Z worka wystaje noga..
Ale sąsiad i tak nie wie co się dzieje.
Ostatni raz trzeźwy był w tamtą niedziele
Kończy się temat, jak i rozmowa..
Wychodzi na parking, pakuje ją do bagażnika
Wyjeżdża za miasto, na liczniku cały czas sto
Znasz to, w jednej chwili robi się jasną
Za kierownicą zasnął i w drzewo trzasnął.
Jedyny plus tej historii był taki
Umarł z ukochaną i nigdy tego nie straci


-------------------------

Krzyczsz z głębin własnej podświadomości.
Jesteś jak nurek, któremu na ucieczkę z głębin zostały ledwie sekundy.
Twój krzyk to linia po której wychodzisz z ciemności.
Twój krzyk to całe twoje życie, streszczone w jednym oddechu.
Nie warto tego dusić w sobie, odpuść nie jedź więcej na bezdechu.
Nie robisz dobrze kryjąc w sobie wszystko, odrzucasz każdego co jest Ciebie blisko.
Niech w twej głowie z braku myśli przestanie być luźno,
złap to i Krzycz, krzycz z całych sił póki nie jest za późno.
Nie buduj życia na kłamstwie, szczerość to podstawa,
powtarzaj te słowa zawsze za nim zasniesz.
Przecież żyjemy w wolnym państwie,
gdzie nikt nie zna znaczenia słów ból i głód,
każdy ma szczęśliwy dom, a w nim sejf przepelniony od tych stów...
nie ma tu nękania, prześladowania, za to jest wolność słowa...
gdyby Bóg istnial, to taki może byłby ten kraj.
Wszystko co uczyniłeś wróci do Ciebie.
Dobro które uczyniłeś wróci do Ciebie.
Zło które uczynileś wróci do Ciebie.
I do wszystkich w okół.
Przebaczenie, czyste sumienie, umiejętność przepraszania,
to jest to czego brakuje ludziom naszego świata.
To właśnie on robi sprawców ze swoich ofiar,
ustawia sobie wszystko i wszystkich na pokaz,
traktuje nas jak bardzo dorodny okaz.
Nie wie jednak że na każdego przyjdzie czas.
To nie początek mrocznej lekcji której chce nam udzielić,
ona już dawno trwa a on będzie musiał los nasz podzielić.
Błędne koło, koło okrucieństwa raz puszczone w ruch nie zatrzymuje się nigdy,
nie patrzy czy zagladasz do Biblii czy nie,
wciąga ono po prostu wszystkich w okół w upiorny wir,
spowolnić jego tempo może tylko swir,
lecz to i tak będzie męka dla ludzkości wśród której brakuje szacunku, wytrwałości
szczerości oraz miłości.. jedyne co potrafimy powiedzieć to SORRY.


http://fc00.deviantart.net/fs71/f/2011/312/c/3/wiz_khalifa_signature_by_junkiesqc-d4fi5cf.png
Yeah ah ha
you know what it is
Black and yellow, black and yellow
Black and yellow, black and yellow

Kliknij, przeczytaj i skomentuj...

Offline

 

#2 2013-09-29 21:04:32

 Wiater

http://imageshack.us/a/img842/9521/ycr6.png

1963120
Call me!
Zarejestrowany: 2009-12-23
Posty: 1620
Punktów :   103 
Wrestler w e-fedzie: Bray Wyatt
Od kiedy interesuje się wrestlingiem?: 2005
Ulubiony wrestler: Mike Wiater / Bray Wyatt

Re: Takie tam wiersze "Czarodzieja"

Breakdown skomentuj.


http://media.giphy.com/media/yoJC2H87nQMh9cAArC/giphy.gif



Osiągnięcia :

Mike Wiater :

- Chairman of the NWE;
-World Heavyweight Championship (2x);
- NWE Championship (1x);
- Hardcore Championship (1x);
- NWE Cruiserweight Championship (1x);
- NWE Intercontinental Championship (2x);
- HRE Championship (1x);
- King of the NWF 2010;
- Mr. Money in the Bank (EXO) 2010;
- Best Gimmick of the Year 2011;
- Best Gimmick of the Year 2012;
- Heel of the Year 2012;
- Best Storyline of the Year 2012;


Przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pizda mieście...

Offline

 

#3 2013-09-29 21:10:18

 Wizard

http://imageshack.us/a/img819/6817/cs2q.png

34042282
Call me!
Skąd: Jasionka
Zarejestrowany: 2011-10-11
Posty: 302
Punktów :   14 
Od kiedy interesuje się wrestlingiem?: 2009
Ulubiony wrestler: Randy Orton
Data urodzenia: 10.07.1998

Re: Takie tam wiersze "Czarodzieja"

Spokojnie, Breakdown też skomentuje. A to co zamieściłem w tym poście napisałem już dawno, więc dzisiaj na to czasu nie traciłem.


http://fc00.deviantart.net/fs71/f/2011/312/c/3/wiz_khalifa_signature_by_junkiesqc-d4fi5cf.png
Yeah ah ha
you know what it is
Black and yellow, black and yellow
Black and yellow, black and yellow

Kliknij, przeczytaj i skomentuj...

Offline

 

#4 2013-12-06 15:47:31

 Wizard

http://imageshack.us/a/img819/6817/cs2q.png

34042282
Call me!
Skąd: Jasionka
Zarejestrowany: 2011-10-11
Posty: 302
Punktów :   14 
Od kiedy interesuje się wrestlingiem?: 2009
Ulubiony wrestler: Randy Orton
Data urodzenia: 10.07.1998

Re: Takie tam wiersze "Czarodzieja"

Jeśli komuś będzie się nudziło to zapraszam do przeczytania i ocenienia...
--------------------------------------
-To wszystko mnie przerasta. Musze się w końcu odważyć i zmienić szkołę. Nadszedł czas na odkrycie nowego świata..  świata gdzie będę czuł się lepiej.
Te słowa zostały wypowiedziane w najmniej oczekiwanym momencie. Wzrok wszystkich przebywających na dachu został skierowany w stronę Luisa, który stoi na krawędzi budynku. Strach.. to właśnie on sparaliżował wszystkich siedzących przy stole. No prawie wszystkich. Robert, najlepszy kolega Luisa podszedł do niego.
-Nie warto. Pomogę Ci w walce z twoimi demonami, jeśli mi tylko powiesz o co dokładnie chodzi.
Wyraz miny Luisa został taki sam, lecz w jego oczach pojawiły się łzy, a głos zaczął drżeć.
-Nie.. nie…- Luis przykucnął nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Robert wziął go za rękę i pomógł mu wstać, po czym wraz z nim ruszył do zejścia zostawiając resztę towarzystwa. Przyjaciele po około trzech minutach chodzenia po schodach doszli do mieszkania Snake’a- tak mówiono na Roberta-  gdzie usiedli na kanapie. Nic nie mówią. Luis cały się trzęsie. Po paru minutach Robert w końcu wstaje z miejsca i podchodzi do swojej wieży z której puszcza muzykę. Lucky popatrzył się na niego z uśmiechem na twarzy.  Snake otworzył szafkę z której wyciągnął srebrną tackę. Są na niej ułożone trzy białe kreski.
-Skoro nie chcesz nic mi powiedzieć, to przynajmniej  weź tego skosztuj. Całkowicie nowy towar.. podobno mocno kopie. Ty to musisz ocenić.- powiedział Robert podsuwając przedmiot pod nos Luisa. Ten popatrzył się na rozsypaną kokainę, po czym bez chwili zastanowienia wciągnął jedną dwudziestu centymetrową kreskę. Snake zrobił to samo z drugą. Na twarzach  przyjaciół od razu pojawił się uśmiech. Obydwoje padli na kanapę. Lucky przestał się trząść i głos wrócił mu do normy.
-Stary, skąd to wziąłeś?
-Brat mi to przysłał. Mówił, że zajebiście kopie. Nie wierzyłem mu, ale teraz wiem… jak nigdy mówił prawdę, lecz mniejsza o to. Powiedz mu o twoich problemach, może razem zdołamy im sprostać.
Luis wstał z kanapy. Wyciągnął papierosa z paczki. Odpalił go po czym usiadł obok kolegi i po chwili namysłu zdecydował się odezwać.
-Bo ty wiesz jak jest brat. Kiedy zobaczę jej zdjęcie, albo usłyszę to imię to natychmiastowo wszystko we mnie siada i nie chce mi się żyć. Kiedy popatrzę na moje ręce jest tak samo. A gdy… gdy przypomnę sobie mojego ojca… do dziś widzę ten nóż w jego sercu. Przecież on nie był zły. To, że ktoś nie panuje nad sobą nie oznacza tego, że nie może normalnie funkcjonować. Nad tym można zapanować. Jemu to zaczęło wychodzić, a ja… ja pozbawiłem życia własnego ojca..-  Lucky przerwał i nachylił się nad tacą na której ułożony był proszek. Za jednym razem wciągnął dwadzieścia centymetrów, czyli trzy gramy kokainy. Robert jednak nie jest zdziwiony tym co zrobił jego kolega, lecz tym co on powiedział .  W jego głowie panuje chaos, ale próbuje sobie to wszystko ułożyć.
-Mówiłeś, że twój ojciec został zamordowany, ale nie że przez Ciebie. Stary, to jest prawda, czy może to przez koko?
Po twarzy Luisa widać, że jest lekko zaskoczony tym co powiedział Snake. Widocznie zapomniał. Miał o tym nikomu nie mówić.
-Tak to jest prawda! Zabiłem własnego ojca i co z tego?! Nie wiesz jaki on był! Nie mówiłem Ci wszystkiego. Wiesz tylko to, co chciałem żebyś widział. Gdybyś usłyszał całą prawdę… wiem, że tobie mogę ufać. Chcesz wiedzieć co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy?
Robert tylko kiwnął głową ponieważ nie wiedział co tak naprawdę może odpowiedzieć.  Lucky, przed rozpoczęciem swojej historii ściągnął koszulkę. Na jego klatce piersiowej, rękach, plecach, brzuchu oraz szyi znajdują się tatuaże, jednak przy niektórych widać blizny.
-Pierwszy mój tatuaż zrobiłem po tym jak już nie chciało mi się wszystkim tłumaczyć skąd mam te wszystkie nacięcia na skórze. Jednak ty tej historii nie słyszałeś. Ojciec… wiesz kim on był, więc przejdę do sedna. Wracał pijany, albo naćpany do domu i wtedy wszystko się zaczynało. W naszych czterech ścianach całkowicie inaczej się zachowywał niż wśród ludzi. Wszystko się w nim zmieniało. Już przy samym wejściu zaczynał kląć na mnie lub matkę. Najczęściej byłem to ja. Wiesz, syn który robi na odwrót niż jego ojciec jest nikim.. tak przynajmniej on myślał po prochach ponieważ każdego dnia rano mnie przepraszał. Jednak nie wiem po co to robił. Każdego dnia wieczorem przychodził do mnie, brał swój nóż i robił krechy na moim ciele.. po prostu mnie ciął. Matka nie miała na niego wpływu.. po prostu się go bała. Co najlepsze. Kiedy zrobiłem pierwszy tatuaż na przed ramieniu, żeby zasłonić bliznę postanowił, że  teraz nie będzie robił jednej krechy… tylko tyle ile gramów w dany dzień wciągnie. Bywało tak, że szło nawet dziesięć w jeden dzień. Miałem szczęście, że go zamknęli na jakiś czas, a później poszedł na terapię. W tym czasie zrobiłem większość moich dziar. Kiedy w końcu wrócił do domu.. przez tydzień było spokojnie, a później znowu się zaczęło. Nie wiedział o tym, że jego syn poszedł w jego ślady i też ćpie, w dodatku sam sprzedaje towar. Dowiedział się o tym.. parę minut przed śmiercią. To był zimowy wieczór. Jak to miał w zwyczaju wszedł do mnie do pokoju, ja akurat zdzierałem kreskę. Kiedy to zobaczył przewrócił moją ukochaną szafkę, z której wypadło kilkanaście worków. Podniósł jeden i pytał skąd to mam i co z tym robię. Powiedziałem, ze poszedłem w jego ślady. Wtedy wyciągnął nóż, którym mnie zawsze ciął.. próbował to zrobić znowu, lecz nie dał rady. Wyrwałem mu go z ręki i wbiłem prosto w serce.. gdyby tego było mało. Wbiłem go kilkanaście razy, żeby mieć pewność. Matka weszła do pokoju.. pierwsze co zrobiła to pozbierała worki z koką i poszła wrzucić do schronu, potem zadzwoniła na psy… ogólnie zrobiła wszystko, żeby wziąć winę na siebie. Udało jej się. Poszła siedzieć, ale nie wytrzymała po pół roku powiesiła się. Ja nic nie zrobiłem. Cieszyłem się w sumie, że nie musisz gnić w pace, tylko mogę korzystać z życia. Nie było już takie samo. Po tym miałem różne historie, najczęściej źle się kończyły, aż w końcu poznałem ją… i resztę już znasz. Wiesz co się działo przed terapią i po niej..
Robert wstał z kanapy i zaczął chodzić po pokoju. W jego głowie pojawia się setki myśli, ale żadna nie jest na tyle dobra, żeby powiedzieć głośno.  W końcu się odważył.
-Poczekaj na mnie chwile. Skoczę po coś na parking i wracam.
Snake wybiegł z domu jak porażony prądem. Lucky przestraszył się jego zachowania, ale coś mu podpowiadało, żeby się nie martwił i poszedł do kuchni. Luis otwiera drzwi do tego pomieszczenia..
-Ty? Ale jak to? Przecież jesteś martwy od ponad pięciu lat! Nie może Cię tu być. Jestem pewien, że byłeś trupem.. widziałem twój pogrzeb.. to nie możliwe!
Lucky zaczyna się powoli wycofywać z kuchni w stronę wyjścia z domu.
-Widzisz synu, jednak żyje i nie zapomniałem jak to się robi. Krew na nożu dawno zaschła, przydało by się odświeżyć ten zapach
Przerażony Luis  upada na ziemie. Chwyta lampę, która jest w pobliżu.. rzuca nią w stronę ojca i krzyczy.
-Nie zrobisz tego! Nie chcę, wiesz że to sprawia mi ból.. ogromny ból! Proszę odejdź! Daj mi spokój!  Mamo pomóż mi!- z oczu chłopaka zaczynają lecieć łzy. Otwierają się drzwi od sypialni i wychodzi stamtąd jego matka.
-Pomogłam Ci… i to nie raz. Gdyby nie ja, to siedziałbyś w pierdlu, a nie w tym kącie! Nigdy więcej mnie nie wołaj bo nie otrzymasz ode mnie pomocy! Trzymaj go, tym razem ja chce to zrobić!
Matka podchodzi do Luisa nożem, który przyciska do jego klatki piersiowej… jednym mocnym pociągnięciem rozrywa skórę!  Rozległ się okropny krzyk, który usłyszał Robert będący na piętrze niżej. Od razu zaczął biec po schodach. Z hukiem otwiera drzwi. W kącie leży zakrwawiony Luis. Snake bez zawahania chwycił za telefon i wykręcił numer pogotowia…  jednak nie ma sygnału. Kable są przecięte, a komórka mu padła. Robert pobiegł do przeciwległego mieszkania
-Co jest?- powiedział sąsiad Snake’a, który nazywa się Steve.
-Musisz mi pomóc. Idź odpalaj samochód, Lucky próbował się zabić. Ma rozciętą klatę!
Steve od razu zbiegł na dół, a Robert wrócił się po przyjaciela, którego zniósł do samochodu. Steve od razu ruszył.
- Co mu odpieprzyło?!
Robert próbuje zatrzymać krwawienie, aby Luis jak najdłużej wytrzymał.
-Nie mam pojęcia. Wyszedłem na pięć minut z domu i kiedy wracałem słyszałem jego krzyk… ale tego co zobaczyłem… po prostu się tego nie spodziewałem… . dawaj do pierwszego szpitala!
Po pięciu minutach drogi dojechali do pobliskiego szpitala, gdzie Robert wniósł Lucky’ego.
-POMOCY! On ma rozciętą klatkę piersiową, zaraz się wykrwawi!
Lekarze natychmiast podbiegli do chłopak i wzięli Luis’a na nosze, którymi zawieźli go wprost na stół operacyjny.  Pielęgniarka podeszła do Snake’a i zaczęła z nim rozmawiać.
-Ktoś mu to zrobił?
- Ja? Ja nie mam z tym nic wspólnego! Znalazłem go w takim stanie…
Robert zaczyna uderzać pięściami i głową w ścianę.. po chwili zostaje odciągnięty od tej czynności przez pielęgniarkę, która z nim rozmawia.
- Przecież nikt nie mówi, że ty to zrobiłeś. Był ktoś z nim przed tym jak to się stało?
Snake zakrwawionymi dłońmi przeciera twarz i patrzy się na młodą dziewczynę.
-Przebywał cały czas ze mną… no prawie cały czas. Wyszedłem na chwilę z mieszkania i wtedy.. wtedy to się stało. Rozciął sobie klatkę piersiową moim nożem kuchennym.
-Jesteś pewny, że nikogo tam nie było?
-Tak! Nie było tam nikogo oprócz nas dwóch… - po tych słowach Robert wstał i wybiegł ze szpitala. Usiadł na ławce przed budynkiem. Ludzie, którzy go mijali patrzyli na niego dziwnym wzrokiem, lecz przebywał w tym miejscu przez ponad trzy godziny ponieważ tyle trwała operacja. Po jej zakończeniu przed szpital wyszedł jeden z lekarzy. Snake zerwał się na równe nogi.
-Żyje?- w głosie Roberta można było wyczuć strach.
-Tak, lecz będzie musiał teraz przebywać w szpitalu… nic panu nie jest?  - lekarz przerwał swoją wypowiedź ponieważ Snake przykucnął.
-Ze mną wszystko w porządku. Tylko mam takie pytanie. Czy jest jakiś ośrodek w którym można było by go wyleczyć? On już parę razy próbował to zrobić…
-Tak jest taki ośrodek, lecz  proszę przyjść jutro jeśli pan chce o tym porozmawiać.
-Dobrze. Na pewno się zjawie.



Kwiaty… wszędzie kwiaty, różnią się tylko wyglądem, bo kolor mają ten sam.. ten sam różowy kolor, który irytuje większość mieszkańców naszego globu. Perła.. wśród tych kwiatów jest jedna perełka. Czarna róża, która rośnie w najciemniejszym zakamarku tego ogrodu.. po prostu chowa się w cieniu chcąc zostać nie zauważoną. On jednak przechodząc obok „ różowego ogrodu” zobaczył, że jest tam jeszcze ktoś.. ktoś wyjątkowy, któremu trzeba pomóc wyjść z cienia. Bez chwili zawahania wskoczył do różowego piekła.. jak później to nazwał i biegł wprost do róży. Od razu przykucnął koło niej i lekko dłonią dotykał jej kolców, które raniły jego skórę, lecz cały czas mówił do niej mówił.
-Jesteś piękniejsza od tych wszystkich, które tam stoją. One tylko z zewnątrz wyglądają tak ładnie. Za to ich wnętrze wypchane jest śmieciami.. nic nie wartymi rzeczami, przez co ciężko byłoby mi z nimi rozmawiać. Jesteś inna. Wiem, że mnie rozumiesz. Ja najchętniej też przesiedziałbym całe życie w cieniu, albo założył maskę, aby ludzie w końcu przestali patrzeć na moją twarz… gdybym tylko mógł zrobić coś, żeby zginęli.. przecież jestem zdolny do zabicia człowieka.. zabiłbym go.. ale nie chcę mieć problemów przez pewną głupią osobę, która nie potrafi się zachować.. to byłoby bez sensu.
Nagle z ciemności wychodzi dziewczyna. Ma rozmazany makijaż przez łzy, które wypływają jej z oczu.. Włosy.. włosy mimo tego jak są.. a raczej jak nie są ułożone wyglądają naprawdę pięknie, jednak całą robotę robią oczy i serce. Gdy te dwie rzeczy się połączą to wszystko jest piękne tylko w jednej osobie.. nie ważne jakby wyglądała. Dziewczyna pokazuję się temu, który rozmawiał z różą, ale po kilku sekundach wraca się do cienia… aby po chwili wybiec z ogrodu. Chłopak patrzy na nią przez jakieś pięć sekund, a następnie sam wskakuje na proste nogi i zaczyna gonić uciekającą mu dziewczynę. Ta biegnie po drodze na której jest pełno kamieni i drzew.. drzew jest tuta najwięcej ponieważ to ich dom, który my nazywam lasem. Ten jednak jest wyjątkowy.. pozwala przebywać u siebie tylko tym, którzy na to zasłużyli.. .którzy znają uczucie miłości. Blond włosa dziewczyna cały czas biegnie. Chłopak podążą za nią, lecz nie może jej dogonić. Nagle ona się wywraca.. i na całe nieszczęście podczas upadku natrafiła na bardzo ostry kij.. kij, który przebił jej czaszkę. Chłopak nagle zaczyna biec szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.. Nogi same mu się ruszają. Nie panuje na tym co robi.  Po bardzo krótkiej chwili jest już przy kobiecie, która urzekła go swoim wyglądem. Pada koło niej na ziemie i jak najszybciej wyciąga kija z jej czaszki. Dziura jest na tyle duża, że spokojnie można tam włożyć trzy palce..
-NIE! Dopiero Cię poznałem, a ty już nie żyjesz? Dlaczego przede mną uciekałaś? Przecież nawet mnie nie znałaś. Ta ucieczka nie była dobrym pomysłem… ale teraz przynajmniej nie mam nic do stracenia. Mimo tego, że nie miałem nawet okazji z tobą porozmawiać to wywołałaś u mnie takie uczucie, że nie dam rady dalej żyć na tym świecie. Chcę się z tobą połączyć i już na zawsze z tobą zostać! Słyszysz pieprzony lesie?! Dzisiaj tutaj umrą dwie osoby, nie jest CI przykro z tego powodu?! Mam nadzieje, że w najbliższym czasie ktoś Cie podpali!
Chłopak bez chwili zawahania przebija sercem kijem, na którym ona się zabija. On nie płacze.. łzy udaje mu się zatrzymać.. nawet w takiej chwili. Nagle jednak pada on obok swej ukochanej.. dusza ulatnia się.. oni są już razem.. ale o tym nie wiedzą… nie mogą się jeszcze zobaczyć, na wszystko przyjdzie czas bo na razie..
-Szybko… Zawieście go na salę operacyjną… Musimy go uratować!-  w  jednej  chwili do łóżka pacjenta podbiegło czterech pielęgniarzy, którzy niesamowicie szybko przewieźli go na salę operacyjną, gdzie po kilkunastu sekundach przybiegł  chirurg wraz ze swoimi asystentami… 
Tym czasem do szpitala wszedł przyjaciel operowanego chłopaka. Jednak nie wie on o tym,  co się teraz dzieje z Luis’em.. Robert idzie do Sali, w której powinien przebywać jego kolega, lecz zastaje tam pielęgniarkę..
-Przepraszam, gdzie jest Luis?- pielęgniarka odwróciła się w stronę mężczyzny i z niechęcią otworzyła usta, z których zaczęły wydobywać się słowa.
- Pana przyjaciel jest teraz na sali operacyjnej. Dostał wewnętrznego krwotoku i prawie doszło do zatrzymania serca, ale na szczęście stało się to podczas obchodów… Gdyby doszło do tego trochę później, to już by nie żył..  A tak to jeszcze są jakieś szanse.
-Jakieś szanse?! Czyli może teraz umrzeć!?
-Niech się pan nie denerwuje, w naszym szpitalu mamy  jednych z najlepszych lekarzy w tym kraju..
-No i co z tego, skoro pani mówi, że są jeszcze jakieś szanse?! Gdybyś była pewna tego co mówisz, to inaczej ułożyłabyś tamto zdanie!
Robert odwrócił się na pięcie, odepchnął stojące obok krzesło i wyszedł ze szpitala.


Tłum ludzi. On szuka tylko tej jednej chociaż nie wie jak wygląda, lecz coś ciągnie go ku morzu. Ciągnie go tam siła, której nie można opisać. Rozsądek podpowiada mu, żeby się zatrzymał… Ale jednak serce każe mu iść dalej.  I kroczy.. Kroczy krętymi ścieżkami na których mija innych ludzi. Ludzi, którzy są szarzy, przeźroczyści. Wszyscy biegną ku jednemu miejscu, nie znają uczucia miłości.. Nie wiedzą nawet co to jest szczęście. Oni przed sobą mają tylko jeden cel. Zarobić jak najwięcej pieniędzy i wmawiać sobie, że to czego pragnie ich dusza to jest właśnie zwykły papierek, który zgubił ludzkość. Czarno włosy chłopak podąża powolnym krokiem przez ulice brudnego miasta, lecz w zasięgu jego wzroku nie ma osoby, której szuka. Czuje on jednak, że ta dziewczyna… dziewczyna, której imienia nie zna jest bardzo blisko.. Tak blisko… To ona…. To jej twarz zobaczył w jednej z taksówek…  Czy już wszystko przepadło? Czy już więcej jej nie zobaczy? Czy może wielka miłość wygra? Oto są trzy podstawowe pytania, które chodzą po jego głowie. Chłopak nie wie co robić. Stoi na środku ulicy… Samochody zaczynają używać klaksonów, aby wyrwać go z transu… !

-Gratuluje udanej operacji doktorze- Dyrektor szpitala, który obserwował cały zabieg chirurgiczny przeprowadzany na Luisie podał rękę chirurgowi, który go operował.
-Dziękuje, nie było to łatwe.
-Domyślasz się już może przyczyny tego krwawienia?
-Tak. Jednak to nie jest nasza wina. Pacjent nie przystosował się do tego co mu mówiliśmy, gdy tylko się ocknął. Miał nie wykonywać gwałtownych ruchów… W ogóle miał się nie ruszać, udzielaliśmy mu pomocy. Ten oczywiście musiał postawić na swoim.. Miał szczęście, że go uratowaliśmy.

-Mhm.. Rozmawiałem z psychiatrą.. Gdy tylko wyzdrowieje.. A raczej gdy tylko będzie w dobrym stanie przewieziemy go do odpowiedniego ośrodka, gdzie zajmą się jego leczeniem. Zgoda pacjenta nie jest tutaj potrzebna.. Ustaliliśmy razem iż zagraża on społeczeństwu.. Pokój  już na niego czeka, tylko proszę nic o tym nie mówić jego koledze..
                                                                     
Nowy ludzie… Nowe budynki… Nowy zapach… Nowy język… Nowy świat.. Wszystkie dookoła wydaje się być czymś nowym, ale zarazem jest to coś co już widział w swoim życiu. Jednak mózg nie potrafi nakierować go na odpowiedni tor. Wystarczyłaby drobna wskazówka, coś na czym mógłby się oprzeć, lecz w jego głowie panuje totalna pustka. Tylko to znajome mu uczucie w sercu. Jakby wiedział, że ona gdzieś tu na niego czeka. Zaczyna przemieszczać się wąskimi uliczkami tego pięknego miasta, gdzie na każdym rogu możemy zobaczysz rozmawiających, uśmiechniętych ludzi… Nagle przed jego oczami  pojawia się ta twarz.. Patrzą sobie w oczy przez sekundy. On wyciąga rękę… Ona robi to samo…  Nagle wszystko znika. Ręka przewraca butelkę z wodą, która ląduje na podłodze, co powoduje podniesienia się powiek Luisa. Chłopak znajduje się w nieznanym mu miejscu. Ostatni obraz jaki pamięta to szpitalna sala i mnóstwo lekarzy zbierających się wokół jego osoby. To jest coś nowego. Szafka? Zwiędłe kwiaty? Puste łóżko po drugiej stronie pokoju? Kraty w oknach? Nic w tym pomieszczeniu nie przypomina mu szpitala, a tym bardziej mieszkania któregoś z kolegów. Jest tym trochę przestraszony. Wstaje szybko z łóżka…  Podchodzi do okna, wygląda przez nie, lecz widzi tylko las.. Mnóstwo drzew. Żadnej drogi. Żadnego budynku.. Nic. Kompletnie nic. Drzwi… Do nich trzeba się udać… Luis podchodzi do białego wyjścia z pokoju, odruchowo naciska klamkę… nie ma tutaj nawet klamki.
-Czy to jest jakiś pieprzony żart?! Wypuście mnie stąd… W ogóle gdzie ja jestem?! Słyszy mnie ktoś? Chce się dowiedzieć, co ja tutaj robię!?
Nagle na ustach Lusia pojawia się dłoń, która powoduje, że chłopak zaczyna się wyrywać.
-Uspokój się człowieku. Nic Ci nie zrobię, tylko przestań się kurwa wydzierać! Uwierz mi, że nie chcesz wiedzieć gdzie jesteś.. a raczej nie chcesz, żeby oni Ci wszystko tłumaczyli… Jeśli się zamkniesz to ja powiem wszystko co wiem.. Jeśli się będziesz dalej wydzierał to nie zdążysz wyjść z tego pomieszczenia.  Rozumiesz?
Luis odpowiada kiwnięciem głowy. Dłonie z jego ust zostają ściągnięte. Przed Luckym stał mężczyzna, z włosami ściętymi na zero i całym mnóstwem tatuaży na ciele… Jeden z nich był charakterystyczny. Skrzyżowane róże, otoczone drutem kolczastym.
-Gdzie ja jestem… Kim ty jesteś?
-Jestem Brian..  Ale to jest nie ważne. Gdzie ty jesteś? Witam w Zakładzie, który pierze ludziom mózgi. Witam w miejscu, które tworzy zoombie. Witam w miejscu, z którego najprawdopodobniej nie wyjdziesz. Z  tego co się orientuje to ty nawet nie pamiętasz jak się nazywasz… Mam racje?
-Nie, nie masz racji. Jestem Luis…
-Dziwne, bo moi poprzedni współlokatorzy nie pamiętali swojego imienia, ale no cóż. Bardzo dobrze, że wiesz jak się nazywasz, jednak teraz idź kurwa spać, bo jest prawie środek nocy… To co widzisz za oknem.. Las oświetlają lampy… Nie słońce.


http://fc00.deviantart.net/fs71/f/2011/312/c/3/wiz_khalifa_signature_by_junkiesqc-d4fi5cf.png
Yeah ah ha
you know what it is
Black and yellow, black and yellow
Black and yellow, black and yellow

Kliknij, przeczytaj i skomentuj...

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
http://sempredimoda.pl/ http://www.komisokazja.com.pl/ http://www.przegladmmo.pl/ http://www.staoil-kosowlacki.pl/ http://maxwellpc.pl/